PRZEŹROCZA - Kino Mistrzów: Grzegorz Królikiewicz

"Na wylot", reż. Grzegorz Królikiewicz, film fabularny, 70 min., 1972

Grzegorz Królikiewicz to jeden z niewielu polskich reżyserów, obok Skolimowskiego, Żuławskiego, Konwickiego, Hassa, o których z całą pewnością można powiedzieć, że na jakimś etapie swojej drogi twórczej mieli w dorobku filmy nowofalowe. Jednak tylko Królikiewicza można śmiało nazwać reżyserem awangardowym.

Autor "Na wylot" od samego początku miał kłopoty z odbiorem swoich filmów – nakręcony w 1969 roku dokument "Mężczyźni" o młodych poborowych, trafiających w tryby machiny wojskowej, został uznany za szkodliwy ideologicznie, co sprawiło, że mógł zostać pokazany dopiero po 20 latach, w wolnej Polsce.

"Na wylot" to pełnometrażowy debiut, którego scenariusz został oparty na autentycznej historii małżeństwa Maliszów, które zamordowało w przedwojennym Krakowie listonosza i parę staruszków. Film delikatnie mówiąc nie został dobrze przyjęty i to zarówno przez krytykę jak i przez publiczność. Autorowi zarzucono nadmierne i bezzasadne epatowanie przemocą, na co odpowiadał: "Sens okrucieństwa w moich filmach nigdy nie został przez krytykę zrozumiany. Myślano, że ja się pławie w okrucieństwach, bo imponuje mi siła. Ja tymczasem przyglądam się duchowemu heroizmowi ofiar".

Dopiero po latach krytyka szerzej zaczęła przyswajać sobie i rozumieć odmienność Królikiewicza: "Jego największą siłą jest ton emocjonalny, szarpiący, szokujący i odświeżający. Popieram Królikiewicza ze wszystkich sił: dziś o prawdziwych szaleńców awangardowych jest trudno i powinni być pod ochroną" – mówił Zygmunt Kałużyński. Współcześni krytycy wymieniają debiut Królikiewicza obok niektórych filmów Tarkowskiego czy Herzoga. Wszystkim, którzy zachwycili się pierwszymi produkcjami Dogmy szczególnie polecamy ten seans. Może się okazać, że pewne elementy "skandynawskiej rewolucji filmowej" zostały wymyślone w polskim filmie 20 lat wcześniej!

Formalnie "Na wylot" to prawdziwy majstersztyk i popis niczym nie skrępowanej wyobraźni filmowej reżysera oraz autora zdjęć Bogdana Dziworskiego. Otwiera go prawie 6-minutowa, dokumentalna scena libacji alkoholowej na melinie. Po czy następuje ciąg scen, w których odpychający naturalizm sąsiaduje z ujęciami halucynacyjnymi, poetyckimi. Królikiewicz w wywiadzie rzece z Piotrem Kletowskim i Piotrem Mareckim mówił: "Ten film zrobiony jest dwiema metodami: plastycznymi i rytmicznymi, z wszystkimi tego konsekwencjami. Połączenie tego, co uformował w fabule niemiecki ekspresjonizm, i tego, co dała nam amerykańska formuła Direct Cinema w dokumencie. Ja te dwa style złączyłem obręczą przejmującego przypadku ludzkiego".

Niezwykle ważna w odbiorze filmu jest również jego warstwa dźwiękowa: tworzące "muzyczny podkład" wzmocnione i zdeformowane skrzypienia, odgłosy czesania włosów, pstrykania palcami czy wreszcie charczenia, jęki i krzyki w scenie mordu kontrastują z lirycznymi fragmentami komponowanymi przez Janusza Hajduna i Henryka Kuźniaka.

Na koniec warto wspomnieć o aktorstwie: Mirosław Trzeciak, który później regularnie grywał u Królikiewicza i Anna Nieborowska stworzyli niezwykle sugestywne role morderców i jednocześnie życiowych nieszczęśników. W epizodach pojawiają się między innymi Lucyna Winnicka i Jerzy Stuhr.

Największy eksperymentator, ekscentryk i szaleniec polskiego kina zmarł 21 września 2017 r.