ETHNIESY 5: "Kamuflaż" - wernisaż wystawy malarstwa Sylwestra Stabryły

Sylwester Stabryła, Malarstwo

Jest w tych kobiecych portretach rodzaj patosu i chłodu antycznych posągów. Na pierwszy rzut oka przypominają wyniosłe boginie, muzy, nimfy. Dopiero po chwili precyzyjny realistyczny warsztat pokazuje naturalistyczne detale i psychologiczną głębię. Prace te zaczynamy odbierać zmysłowo – czuć, że te kobiety są prawdziwe, w jakiś sposób obecne. A poczucie tego kontaktu potęguje ich wielkość, dorównująca lub wręcz przekraczająca wzrost przeciętnego człowieka.

Takie obrazy Sylwester Stabryła mogłyby malować wszędzie. Obrazy z tą samą ekspresją działają w przestrzeni nowoczesnych galerii, teatru, czy w jego własnej sanockiej pracowni, na sztalugach. Bo czy dla tego rodzaju malarstwa jakiekolwiek znaczenie ma miejsce jego tworzenia?

Jaki przekaz nieść może współczesne malarstwo figuratywne? Z pewnością wciąż taki sam jak przed wiekami. Artystów od zawsze inspiruje człowiek – jego duchowość, uczucia, emocje, wyrażone wprost przez mimikę, gesty, spojrzenia. To właśnie przykuwa uwagę Sylwestra. Człowiek z wymowną cielesnością dominuje na jego płótnach, o nieokreślonej, jakby nic nieznaczącej przestrzeni. Wyczyszczonych ze zbędnego sztafażu i z naturalistycznego koloru. W pierwszym odczuciu stajemy nie tyle przed konkretnymi osobami, co przed czystą emocją, w którą dość łatwo się wczuć. Być może dlatego, że mimo odmienności, jako ludzie tak bardzo się znów nie różnimy.

Zdaje się bowiem, że portretując konkretne osoby, Stabryła skupia się na wydobywaniu z nich cech i wartości uniwersalnych. Wrażenie tej typizacji wzmaga ujednolicona stylistyka poszczególnych prac, monochromatyczna paleta barw i powtarzająca się kompozycja. Towarzyszące postaciom rekwizyty nie są przypadkowe, ale pełnią funkcję mniej lub bardziej czytelnych symboli. Człowiek z konkretnym atrybutem odgrywa tu rolę alegorii walki, sprawiedliwości, wolności, niewoli czy strachu oraz wielu innych, często niejednoznacznych odczuć. Ich interpretację determinuje z resztą szerokie spectrum inspiracji artysty – czerpanych z otaczającej go rzeczywistości – w tym szeroko pojętej kultury: filmów, baśni, mitów.

W malarstwie Stabryły zawarta jest więc ambiwalencja między tym co prawdziwe, a tym co teatralne. Portretowane postaci, choć podpatrzone w życiu codziennym, w niejednoznacznej przestrzeni obrazu wyraźnie zdają się coś odgrywać. Spontaniczny gest zmienia się w pozę, banalny przedmiot w atrybut. Z obrazów wyziera nastrój wewnętrznego napięcia.

Sam autor stwierdził kiedyś, że tropiąc rzeczywistość, odnajduje nierealność. I choć to stwierdzenie można interpretować dowolnie, to czy ta nierealność nie oznacza właśnie gry, pozy, sztuczności – zachowań ułatwiających funkcjonowanie w cywilizowanym świecie, który co rusz nakłada na nas karby rozmaitych społecznych ról, powinności i stereotypów?

Sylwester Stabryła wyjaśnia, że, odnosząc się do sytuacji kobiet, w trakcie tworzenia cyklu "Przed burzą" zapragnął dać wyraz poczuciu wyzwolenia się z niewygodnych kulturowych ram. Wyrazić nastrój nadchodzących zmian, wydarzeń, stylu życia, przełamywania zastanych konwenansów i konformizmu.

A jaka wymowę zyskuje twórczość Sylwestra Stabryły w kontekście 5 Edycji Ethniesów – festiwalu odwołującego się do korzeni, którego domeną jest regionalna folkowa stylistyka? Dość przewrotnie – uwidacznia fakt, że mimo swego pochodzenia artysta nie wpisuje się wprost w stereotyp bieszczadzkiego malarza. Jego artystyczne źródła to człowiek i świat, o nieograniczonej przestrzeni globalnej wioski, a nade wszystko wielowiekowa malarska tradycja.

*

A jednak spod całej tej uniwersalnej, wielowątkowej narracji malarstwa Stabryły, nieśmiało przebija jego prywatny mikrokosmos. Powtarzające się na obrazach postaci dowodzą, że pozują mu modele bliscy i znani. W rekwizytach, a nawet w zabiegach formalnych czasem objawia się regionalny detal. Szczegóły te, choć wbrew zamierzeniom autora, mają swą własną niepowtarzalną wymowę.

Andrzej Stasiuk (z książki Jadąc do Babadag):

"Dobrze jest żyć w krainach nieoczywistych, ponieważ ich granice zawierają w sobie więcej przestrzeni, niż wskazuje geografia. To są otchłanie nieznanego, to jest nieskończona dal domysłów, uciekający horyzont wyobrażeń i fatamorgana słodkich przesądów, którym nigdy nie sprosta rzeczywistość."